2010-07-19 10:22:07
KoneCON 3
KoneCON 3, na który tak długo czekałam, ciągnął się i ciągnął. Cztery dni w budynku pełnym ludzi, kiedy na zewnątrz panowała duchota niesamowita, naprawdę potrafiły wymęczyć. Ale było naprawdę w porządku, właściwie na nic nie narzekam. Może tylko na to, że jak zwykle wycofałam się z cosplayu.
W szkole pojawiłam się już w środę, co ostatecznie bardzo było mi nie na rękę. Jako że strój jak zwykle kończyłam na ostatnią chwilę, pakowanie się i zakupy również odbyły się w biegu. Razem z Judit zajechałyśmy do szkoły na 15:00, jako że miały się odbywać próby scenki XDLOLa, którym miałam przewodniczyć. Zaczęliśmy dość późno i w niepełnym składzie, ale przynajmniej ogarnęliśmy wszystko, co trzeba było. W międzyczasie przywitałam Rushiego, który po namowach zgodził się wystąpić w scence (nie ma to jak kompletowanie aktorów już na conplace). Następnie przyjechał WWFF ("Dajmos! Nie wierzę! Ty jesteś w Szczecinie!" XD), Saku oraz Izzy i Curumo, których serdecznie powitałam. Później dotarły Lina i Hikaru, a po niedługim czasie małą grupką wyruszyliśmy do sklepu. Szybko zorientowałam się w terenie i bez problemu rozpoznawałam, co gdzie się znajduje i mniej więcej w jak dalekiej odległości jest. Miałyśmy z dziewczynami wstąpić na ognisko, które organizował integracyjnie WWFF z paroma osobami z XDLOLa, ale ostatecznie zawróciłyśmy do szkoły. Spałaszowałam ze smakiem ciasteczka, które dostałam od Hikaru - pasujące do siebie puzzle, na których były napisane pierwsze litery imion moim magnetycznych miłości. Pomyślałam też, że warto by sprawdzić, czy mam wszystkie elementy swojego cosplayu i okazało się, że spódniczka została w domu. To tylko czterdzieści minut drogi w jedną stronę, więc planowałam pojechać po nią w czwartek rano, ale kiedy uznałam, że nie chce mi się kończyć ręcznie stroju, dałam sobie spokój. No hello, nic na siłę. Nie skończyłam stroju tym razem, to skończę na inny konwent. To tylko dodatki, chwila wycinania i chwila zszywania na maszynie. Poczułam się wolna. Dla rozluźnienia chwyciłam ankietę jakiejś studentki, którą konwentowicze mieli wypełnić. Zaczęło się normalnie, potem pytania były coraz głupsze i dziwniejsze, w końcu zamieniły się w jakiś test sprawdzający wiedzę na temat sztuki. ==' Darowałam sobie rozwiązywanie tego do końca.
Wieczorem mieliśmy jeszcze jedną próbę scenki, ale po wykonaniu kilku telefonów do aktorów dowiedziałam się, że połowa jest już w domach. Super, chyba każdy wiedział, że scenkę mamy właśnie ćwiczyć w godzinach nocnych! No ale mniejsza. Przećwiczyliśmy to, co się dało, a potem wróciłam do sleepa. Razem z Hikaru i Liną odwiedziłyśmy później maina, by trochę się powygłupiać. Następnie szybki prysznic - ja nie wiem, ludzie są nieogarnięci. Połowa pryszniców wolna, a ludzie siedzą w szatni i czekają na nie wiadomo co. Zarządziłam tam trochę ładu, powydawałam polecenia, kto, kiedy i gdzie wchodzi, a potem powrót do sleepa i lulu.
W czwartkowy ranek obudziły mnie oczywiście krzyki dziewczyn nad uchem. Bo nie można mówić cicho i spokojnie, Lina chyba mi na zość zrobić chciała. XD Wygrzebałam się w końcu, przebrałam, a kiedy zaczęto wpuszczać konwentowiczów na teren szkoły, zasiadłam wraz z Hikaru, Liną, Averką i Saku przy akredytacji w miejscu potwierdzania uczestnictwa w cosplayu. Kolejka była naprawdę pokaźna, ludzi przed szkołą było od groma! Razem z Hikaru zrobiłyśmy sobie karteczki z notami 1-5 i oceniałyśmy przechodzących ludzi. Potem pojawili się Prince i Shizuka, więc Lina razem z Shizu poszły na zwiedzanie szkoły i potem na zakupy, a ja z Hikaru i Averką zostałam przy potwierdzeniach. Kiedy dziewczyny wróciły i nas zmieniły, zaczęłam kontaktować się z XDLOLem i informować ich o terminie próby i obowiązku stawienia się na niej.
O 14:30 miałyśmy z Liną panel o WCSie - postanowiłyśmy poprowadzić go raz jeszcze, jako że ostatnim razem zjawiło się niewiele osób. Tym razem było lepiej, ale też bez tłumów - możliwe, że to wina położenia sali, którą naprawdę ciężko było odnaleźć, albo po prostu mało kogo Mistrzostwa Świata w Cosplayu interesowały. xD Tak czy tak, panel wypadł dobrze, a my mogłyśmy obejrzeć po raz kolejny kilka niesamowitych nagrań.
o 18:30 mieliśmy mieć próbę w sleepie. Podreptałam tam pięć minut przed czasem, przygotowując się na najgorsze i zastanawiając, kogo będzie trzeba opieprzyć za spóźnialstwo. Ale kiedy tylko weszłam do środka, łezka wzruszenia pojawiła mi się w oku, bo byli tam niemal wszyscy! Doprawdy, tak pozytywnie dawno mnie nie zaskoczyli! O umówionej godzinie brakowało dwóch osób - oczywiście mojej głupiej siostry, która była wielce zdziwiona, że gdziekolwiek miała się stawić. No i Izzy'ego trzeba było po szkole szukać, bo telefonu nie odbierał. Rany boskie, skoro nie chciał grać, mógł to powiedzieć, to by się znalazło zastępstwo!
Tej próbie tylko się przyglądałam, bo Vranz konsultował się z ludźmi. Patrzyłam na ten zupełny brak organizacji, gubienie czy zapominanie swoich kwestii i ogólny chaos. Miałam bardzo złe przeczucia. Na koniec dorwałam się do megafonu Vranza - jego nowej zabaweczki na tym konwencie - i powiadomiłam wszystkich, że chcę ich widzieć punktualnie o 23:00 na mainie już w strojach i ze swoimi rekwizytami. Wróciłam do swojego sleepa z grymasem na twarzy i myślą, że to będzie katastrofa.
Wieczorem przyjechała Vede, a ja z Larenn wybrałam się na pizzę, ale okazało się, że pizzeria już była zamknięta. Zrobiłyśmy więc zakupy w spożywczym, by w sleepie pożywić się rozmaitymi kanapkami w towarzystwie Averki, Ignis i Niny. Po jedzeniu Larenn wyciągnęła nas do fotostudia, żebyśmy zrobiły sobie razem parę zdjęć, a potem musiałam się stawić na mainie. Oczywiście nie obyło się bez mojego latania wte i wewte, bo nie wszyscy załatwili sobie wszystkie rekwizyty. Qudacz znalazł sobie idealny moment, by zatroszczyć się o kostium dla siebie, więc ostatecznie pożyczył kimino od cosplayu Wero. Podczas gdy Vranz nadzorował próby, ja zajmowałam się uczesaniem Xefa, a następnie Qudacza. Później leciałam jeszcze do org roomu, by załatwić folię do przykrycia aktorów grających trupy. I jak zwykle na wszystko było za mało czasu, bo w końcu trzeba było zacząć wpuszczać ludzi na salę. Objęłam rolę technicznej, która mówiła zapominalskim, kiedy wychodzą, jak również pomagałam we wnoszeniu, znoszeniu i przestawianiu rekwizytów na scenie. Potem jeszcze nadzorowanie ostatnich pokłonów, kiedy aktorzy rozleźli się na dwie strony sceny, a mieli wychodzić do oklasków według serii, z jakich pochodziły ich postacie. W końcu event scenkowy się zakończył i wszyscy mogli odetchnąć z ulgą. Całość wyglądała o niebo, a nawet dwa, lepiej, niż na próbach. Jakoś poszło.
Tej nocy czekała nas jeszcze próba prezentacji z "Heart no Kuni no Alice". Nie wszyscy wiedzieli, jak wygląda wersja scenariusza bez trzech postaci, które się wycofały, i nie wszyscy też dotarli na conplace. Lina biegała znerwicowana, a ja starałam się na spokojnie wytłumaczyć jej słowa tym, którzy nie wiedzieli, co robić. Po chyba milionowym przećwiczeniu prezentacji w końcu mogliśmy iść spać.
Rano znów nie dane mi było długo pospać, bo obudziły mnie krzyki tuż nad moim uchem. Podniosłam się i przez parę godzin nie robiłam absolutnie nic konkretnego; takie włóczenie się to tu, to tam. Jakimś cudem dorwałam Sandey i czas spędzony z nią, rozmowa i trochę wyżalania się bardzo podniosły mnie na duchu i sprawnie udało mi się zwalczyć nadchodzącego znikąd doła. Trzeba było też skończyć biżuterię do stroju Borisa, bo nie chciałam failować po raz drugi; i tak już wystarczyło, że nadal nie załatwiłam sobie boa. Po skończonej robocie znalazłam na swojej torebeczce prezencik od Liny, czyli przypinkę z Lenem z Vocaloidów, na której napisała "I <3 Syao". Ile razy spoglądam na ten znaczek, usta same układają mi się w uroczą trójeczkę. :3 Przemiły gest. Potem Iga ścięła mi peruczkę, a następne razem z Larenn wybrałam się na lody. Kiedy wróciłyśmy, na conplace dotarły Niemti, Sansei i Inochi. Przywitałam się z nimi, a potem poszłam z Larenn na stoiska - przez ostatnie dwa dni w ogóle nie zaglądałam na tę salę. Zakupiłam przypinkę z Miku dla Liny i sobie skromne "I <3 k-pop". Na korytarzu złapała mnie Niemti prosząc, żebym zaznajomiła ją i Sansei z tym co mają robić w prezentacji z "Alicji", jako że zaczynają w scenie razem ze mną, więc ostatecznie razem z nimi dwiema oraz Ano, Ino, Princem i Futurem wybrałam się na lody. Najbliższe godziny spędziliśmy więc w swoim towarzystwie najpierw pod parasolem przy stoliku, a później wylegując się na trawie przed budynkiem szkoły. Naprawdę sympatycznie spędzony czas.
O 16:00 trzeba było się szykować do próby cosplayowej. Sprawnie przećwiczyliśmy raz jeszcze, już w pełnym składzie osób obecnych prezentację, a potem na maina wsypali się cosplayerzy. W tym czasie ja na spokojnie poszłam się ubrać w strój Borisa. Jeszcze podczas trwania cosplayu jak głupia latałam od 'garderoby' do sleepa, bo najpierw przypomniałam sobie, że warto by zmyć żółty lakier z paznokci, a potem starałam się wymyślić jakiś sposób na przyczepienie uszek do peruki, bo nie chciały się trzymać na wsuwkach. Ostatecznie w sleepie malowałam opaskę na różowo i przymocowałam do niej uszy za pomocą... przezroczystej taśmy klejącej! Full pro! XD Cóż, jak na prowizorkę na szybko wyszło całkiem nieźle i przynajmniej się trzymało. Usiadłam na balkonie, by obejrzeć trochę prezentacji cosplayowych, choć na scenki już nie chciałam patrzeć, bo zaczęły się ostatnie przygotowania do wyjścia grupy z "Alicji" - dziewczyny przebierały się w stroje i trzeba było ustawić się do wyjścia. Po scenkach Vranz zabawiał publiczność wywiadem z Dajmosem i w końcu nadszedł czas naszego występu. Wszystko przebiegło naprawdę w porządku, mimo że Altairowi spadła peruka przy ściąganiu maski, a ja zagalopowałam się przy ucieczce przed nim i już na zakulisowej części sceny upadłam na tyłek. Poza tym wszystko wyszło jak należy, a prezentacja bardzo się ludziom podobała. Szkoda, że nie mogliśmy wystawić jej na minionym MAGNIFIconie, ale przepadło i nic tego nie zmieni. Ważne, że i tak nie wyszło źle.
Event się skończył, a ja pożegnałam się z dziewczynami, które już opuszczały conplace. Niemti podziękowała mi, że zgodziłam się być Borisem w ich grupce, a ja podziękowałam za to, że w ogóle mnie chciały, dodając, że naprawdę fajnie było wystąpić razem z nimi. Udałam się pod prysznice, ale postanowiłam wrócić nieco później, bo były całe zapchane. Choć kiedy zdałam sobie sprawę, że właśnie trwają ostatnie przygotowania do Stodoła Party i event niebawem się zacznie, odpuściłam sobie, bo i tak wiedziałam, że znów się zgrzeję w tym tłumie, nawet jeśli nie zamierzałam tańczyć. W międzyczasie porozmawiałam chwilkę z Hikaru, która chciała znać powód mojego wcześniejszego zamulenia. Uspokoiłam ją, żeby niczym się nie martwiła, bo naprawdę jest wszystko w porządku. Nawet nie sądziłam, że ktokolwiek zauważył tę moją chwilową utratę pozytywnego humoru.
Podczas trwania Stodoła Party chciałam tylko nagrać kilka występów i się zmyć. Ale cóż, jakoś tak mnie rytm muzyki porwał i poszalałam sobie trochę na scenie wraz z innymi. Zabawa była naprawdę dobra, choć brakowało jej tego ducha z PierniCON Ending Party; kwestia mnieszej ilości zainteresowanych zabawą osób. Ale ci, którzy się zjawili, bawili się dobrze i to było widać. "Fuck Song" wypadł lepiej, niż śmiałam przypuszczać, a Justin Bieber wzbudził taką sensację, że nie da się tego opisać, jeśli się tam rzeczywiście nie było - wszyscy na sali śpiewali, a Justina macały po rękach i nogach nie tylko dziewczęta. ;>
Po tym występie się ulotniłam i poszłam pod upragniony prysznic. Zamierzałam się już położyć spać, ale to jeszcze nie był dla mnie czas. Razem z Hikaru, Vede, Sachi i Strusiem znalazłam wolną ustronną przestrzeń w szkole, gdzie posiedzieliśmy przez jakiś czas, oglądając zbiorowisko miejscowych dresów za oknem, a później moje nagrania z potańcówki. Odwiedziliśmy też UltraStara, ale po dziesięciu minutach wybierania piosenki razem z Vede i Sachi zgodziłyśmy się na propozycję Sachi, która tak nas zamuliła, że sobie darowałyśmy i wróciłyśmy do sleepa, gdzie szybko posnęłyśmy.
Kolejnego ranka znów nie obudziłam się zupełnie sama, w dodatku czując, że ktoś się na mnie rzuca, krzycząc mi do ucha "Pico!". XD (a może to było poprzedniego ranka? xP) Po wylaniu do kibla zupki chińskiej, którą zamierzałam zjeść w ramach śniadania (Hikaru gotowała wodę i powiedziała, że już się zagotowała; tak naprawdę zapomniała jej włączyć, a ja głupia tego nie sprawdziłam i zalałam makaron zimną) udałam się do pobliskiej Żabki, w której kupiłam sobie bardziej pożywny twarożek ze szczypiorkiem i dwie bułeczki, które zjadłam ze smakiem. Następnie ogarnęłam nieco swoje rzeczy i udałam się na maina, żeby zająć sobie dogodne miejsce. Miał się odbyć "Whose Town is it Anyway", który zamierzałam nagrać. Poziom był lepszy niż na paru ostatnich konwentach, choć brakowało mu jeszcze trochę do perfekcji; ale i tak poleciało trochę fajnych tekstów. Szkoda tylko, że nie nagrałam jednej konkurencji, którą publiczność odbierała głośnymi wybuchami śmiechu i aplauzem, a dziewczyna, która miała mi podesłać swoje nagranie, zlała na mnie. Cóż, trudno.
Po tej atrakcji razem z Liną, Hikaru, Averką, Vede i Mateuszem zwinęliśmy się z konwentu. Odnalazłam też Judit, która również pojechała z nami. Wpadłam do domu naprawdę wymęczona i jestem pod absolutnym wrażeniem, że mimo to rozpakowałam bagaż rekordowo, bo jeszcze tego samego dnia. Kolejny konwent zaliczony.
Na KoneCONie 3 nie było źle. Konwent całkiem się udał i było naprawdę sporo ludzi, choć wszyscy porozchodzili się po różnych częściach szkoły i naprawdę niewiele osób można było spotkać na korytarzach. Spotkałam się z tymi, których chciałam zobaczyć i spędziłam czas z ludźmi, którzy samą swoją obecnością wywołują uśmiech na mojej twarzy. Jestem też na siebie zła, bo opuściłam wiele fajnych atrakcji, na których naprawdę chciałam być, tylko i wyłącznie z własnego lenistwa czy zaniedbania, kiedy w ogóle się odbywają. Było naprawdę dobrze, zdecydowanie milej wspominam ten konwent, niż trzy pozostałe, na których byłam w tym roku. Za parę dni wyjazd na Balcon, w którym też podkładam duże nadzieje, zatem do zobaczenia. :]
skomentuj (1)

2010-06-10 20:38:09
Chapter 3: Childhood
Wyjazd na Chapter 3: Childhood okazał się dłuższy, niż mogłam sie tego spodziewać. Sam konwent miał naprawdę duży potencjał, ale ostatecznie był zaledwie skromną imprezą. Plan atrakcji nie zachwycił mnie zbytnio, ale nie żałuję, że się tam zjawiłam. Było naprawdę w porządku.
Wyruszyłam z domu w piątkowy wieczór. Zatrzymałam się u Liny, ogarnęłyśmy ostatnie rzeczy do spakowania, przećwiczyłyśmy piosenki, obejrzałyśmy parę filmików i trzeba było wychodzić na dworzec. Bez problemu zakupiłyśmy bilety i zaraz później dołączyłyśmy do Olka. Jak tylko on nabył bilet, przenieśliśmy się na peron, na którym czekał już podstawiony pociąg. Zajęliśmy wolny przedział i byliśmy gotowi do odjazdu. Dostałam też SMSa od Otonashiego, że niestety z nami nie pojedzie, więc żeby się nie martwić, dlaczego go nie ma.
Podróż na odcinku Szczecin-Poznań minęła całkiem gładko. Lina była tak dobra, że przeszyła mi wszystkie kwiatki do stroju, bo zupełnie nie wiedziałam, jak zabrać się za ich modelowanie. Olek cały czas coś nawijał, więc nie było nudno. Sprezentował nam też przypinki z Code Geass, jako że miałyśmy ze sobą stroje postaci właśnie z tej serii. W Poznaniu niestety dosiadło się do nas parę osób, więc przedział znacznie się zapełnił. Po przeanalizowaniu z Liną w SMSach zaistniałej sytuacji, postanowiłyśmy się nieco zdrzemnąć. Zakryłam twarz zasłonką od okna, żeby odizolować się od światła i gościa, który siedział naprzeciwko mnie, ale i tak nie udało mi się pospać.
Po 6:00 nad ranem mieliśmy przesiadkę w Warszawie Zachodniej. Olek strasznie panikował, czy oby na pewno jesteśmy na właściwym peronie, ale tak naprawdę nie było powodu do niepokoju. W końcu nadjechał pociąg: piękny, nowoczesny, po prostu cudo! W nim przywitał mnie Cell, którego zupełnie nie poznałam. Może ze zmęczenia, może z szoku, że ktoś tak nagle się ze mną wita, a może po prostu nie skojarzyłam twarzy, bo trochę się zmienił. ^^' W każdym razie znaleźliśmy sobie dogodne miejsca. Znów musiałam uspokoić Olka, żeby zaufał mi, że wiem, gdzie i kiedy mamy wysiadać. W końcu zaczął podrywać siedzącego obok niego Edwarda ze "Zmierzchu" - no chłopak wypisz-wymaluj ta postać!
Na stacji Łódź Widzew czekał już na nas Tezuki, który zaprowadził nas na odpowiedni przystanek autobusowy i razem z nami dotarł na conplace. Tam powitała nas Averka i parę innych osób. Zamieniłam parę słów z Izzym, potem zmacałam się z Yui, a później zorientowałam się, że od jakichś pięciu minut stałam obok Curumo. XD Generalnie trzeba było poczekać w kolejce, zanim zaczną wpuszczać. Potem, kiedy zaczęli sprawdzać listy przybyłych konwentowiczów, okazało się, że dla twórców atrakcji jest jakaś osobna i musimy poczekać. Szybko wyraziłam Linie swój głośny protest na temat priorytetu wpuszczania osób (jak to? normalni uczestnicy mogą już wchodzić, a twórcy atrakcji muszą wciąż tkwić przed szkołą?!), więc dano nam identy i opaski (taa, te brzydkie, bezsensowne świstki na rękę), i mogłyśmy wejść. Zadzwoniłyśmy po Madz, która zaprowadziła nas do sleepa - okazało się, że jest on na drugim końcu szkoły, a żeby tam dojść, trzeba było wejść najpierw schodami na górę, a potem zejść na dół. Szkoła w ogóle była bardzo duża, a przynajmniej bardzo rozlazła. W sumie dobre takie bieganie w te i we w te, jeśli miało się wieczorem cosplay. XD
Przyjechała Wero, potem Ignis, następnie przywitałam się z Iku. Poszłyśmy grupką na ryneczek, poszukiwać klapek dla Liny i celem odwiedzenia apteki, a potem zahaczyłyśmy o Netto; mimo sprzeciwów Igi i jej teorii, że powyrastają nam dodatkowe kończyny i syfy na ciałach, wypadało zakupić jakieś energetyki i coś słodkiego na rozbudzenie. Przed nami był przecież cały długi dzień do przetrwania, a w pociągu drzemałyśmy tyle, co nic. Razem z Liną zaliczyłyśmy próbę chóru pod przewodnictwem Yui i okazało się, że tylko cztery z nas w ogóle znają tekst. Cieniutko, ale był jeszcze czas, żeby się reszta nauczyła. Przywitałam siedzącego przy stoisku Olka Szczypiora, a o 12:00 wybrałyśmy się na panel Madz i Nen, a później przyjechała Nayru. Po niej dotarła Lia, która szybko dostała opieprz za tak konkretne spóźnienie.
Razem z Liną, Lią, Averką i Wero zabrałyśmy się za pierwsze próby naszej prezentacji. Trzeba było ustalić jeszcze parę szczegółów, trochę pozmieniać i sprawdzić, czy nie pozabijamy się nawzajem. W końcu udoskonalałam scenę walki Lii i Averki, co skończyło się tym, że Av dostała ode mnie pięścią w twarz. ^^' Od razu rzuciłam się do przeprosin; na szczęście nie przywaliłam tak mocno, jak mi się zdawało, zaatakowana nie ucierpiała za bardzo. Lia jednak musiała polecieć na skargę, więc zza drzwi słyszałam tylko głośne, nabrzmiałe głębokim wyrzutem "ADA!!!" XD'
Później, kiedy dziewczyny plotkowały w sleepie, ja podrzemałam sobie z godzinkę, leżąc koło nich w takim półśnie. Dało to dobre efekty, bo podniosłam się w całkiem dobrym stanie: oczy mi się już tak nie zapadały i czułam się całkiem nieźle. Przegadałyśmy jeszcze czas do próby cosplayowej, Iga stylizowała dla nas peruki, a potem trzeba się było przebierać. Założyłam strój Kallen, czując się w nim całkiem w porządku. Dopiero potem, już na zdjęciach, zauważyłam, jak brzydko mi się bluzka układała - nadal spłaszczała to, co powinno być najbardziej uwydatnione, czyli moje cycki - a gorset jakby pogrubiał. Ale mniejsza, ważne, że czułam się w tym całkiem okay. Stawiłyśmy się na próbie, potem na szybkiego wstąpiłyśmy do fotostudia, bo te dwie rzeczy nam się nieco pokryły, a potem z powrotem na próbę - tym razem występ na scenie.
W ogóle scena była masakryczna. Po MAGNIFIconie obiecywano, że tym razem wykorzystają możliwości dużej sali i scena będzie jeszcze większa i jeszcze wspanialsza. Tymczasem była ona chyba nawet mniejsza niż na Ch1:Love. Naszej grupce akurat nie robiło to ogromnej różnicy, ale przypuszczam, że co niektórzy byli zirytowani, że rozbudowane prezentacje musieli przedstawić na tak małej powierzchni. Ale tak czy tak oszukano nas, bo obiecywano zupełnie co innego.
Cosplayerów było naprawdę malutko, bo zaledwie 18 wyjść grupowych/pojedynczych. Ale przynajmniej na poziom strojów nie można było narzekać, bo był naprawdę dobry. Nasza grupka miała wyjść niemal na samym końcu (na rozpisce byliśmy zapisane jako ostatnie), więc w trakcie oczekiwania na swoją kolej miałyśmy chwilę, żeby raz jeszcze ogarnąć ruchy na scenie. I w końcu nas wyczytano, a nam wszystko prawie poszło jak należy! Prezentacja zdecydowanie udana; jak tylko zeszłyśmy ze sceny, pierwsza przyszła nam pogratulować Rii. A my wszystkie cieszyłyśmy się jak głupie! Poczekałyśmy do wyników i okazało się, że były takie, jak przewidziałyśmy. Następnie wróciłyśmy do sleepa, bo trzeba było się szybko ogarnąć na panel, który miałam z Liną pół godziny później. Zdziwione byłyśmy trochę niską frekwencją, ale to pewnie dlatego, że odbywał się zaraz po cosplayu, po którym większość była już zapewne zmęczona, albo nie chciało się na szybkiego ogarniać. W każdym razie dla tych paru osób przeprowadziłyśmy wszystko jak należy, obejrzeliśmy sporo nagrań i po dwóch godzinach opuściłyśmy salę.
W końcu miałam okazję coś zjeść, bo przecież od doby żyłam właściwie tylko na sucharach i napoju energetycznym. W końcu olśniło mnie, że o 2:00 zaczyna się karaoke. Z duetu z Liną zrezygnowałyśmy, ale wciąż pozostawał chór Yui. Stawiłyśmy się u niej i mało nie padłam, jak mi powiedziała, że będziemy śpiewać na końcu. Ostatecznie zaczęłam marudzić, więc od razu razem z resztą chórku zeszłyśmy na maina, gdzie szybko się okazało, że nie warto śpiewać tego dnia. Była nas zaledwie garstka - sześć osób, włączając w to zwerbowaną dopiero co SeNe, która zgodziła się z nami wystąpić. Ale nadal nas to nie ratowało, bo w podziale na grupy wychodziłoby 2:4, jako że uczyłyśmy się odmiennych partii. Dorzucając do tego wszystkiego czynnik chorego gardła Yui, zdecydowałyśmy się przełożyć piosenkę na inny konwent. Jak głupie rzuciłyśmy się z Liną biegiem korytarzami szkoły, dotarłyśmy do sleepa i przebrałyśmy się szybko. Słuchając jeszcze bełkotu Liny, zapewne spowodowanego zmęczeniem, niemal natychmiast usnęłam.
Przebudziłam się o 6:00, dygocząc z zimna, bo ktoś mądry otworzył okno tuż nad moją głową. Zamknęłam je i wróciłam do spania, by półtorej godziny później znów się obudzić. Trzeba było się na spokojnie ogarnąć przed kolejnym panelem, który zaczynał się o 9:00 rano. Razem z Liną uszykowałyśmy się, zjadłyśmy coś w ramach śniadanka i stawiłyśmy się w sali. Szybko się okazało, że frekwencja dopisuje, co było naprawdę zaskakujące, patrząc na wczesną porę. Na panelu naliczyłam ponad 20 osób, więc wynik całkiem ładny. Panel się udał, a my jeszcze przez jakiś czas siedziałyśmy w sali, czekając na kogoś, kto miał tam przyjść po nas. Skończyło się na tym, że poleciałam po Mikos, która zamknęła salę, a my wybyłyśmy do Netto. Trzeba się było nieco pożywić, a poza tym miałam ogromną ochotę na Colę. XD
Reszta konwentu zleciała na siedzeniu w sleepie i plotkowaniu. W międzyczasie odebrałyśmy z dziewczynami zdjęcia z fotostudia z MAGNIFIconu oraz zwroty za prowadzenie atrakcji. Zmieniłyśmy też sposób powrotu do domu, więc musiałam powiadomić Olka i Otonashiego, że będą wracać sami. Dostali wszystkie dokładne wytyczne c do pociągów, a koniec końców i tak opuścili Łódź dużo później, niż my. Po 14:00 ja i Lina zabrałyśmy się z Wero i Zushi samochodem z mamą i wujkiem Wero. Plan był taki, że pojedziemy z nimi do Torunia, skąd wieczorem będziemy mieć pociąg bezpośredni do Szczecina i na miejscu będziemy jeszcze przed północą. Ale wiadomo, jak to jest, kiedy ktoś chce się wycwanić. Wysadzono nas na dworcu, gdzie okazało się, że pociągu, którym planowałyśmy jechać, już nie ma. W zamian był jeden z przesiadką w Poznaniu - przy czym przesiadka była około godziny 22:00, gdzie musiałybyśmy czekać na transport do Szczecina do 3:00 w nocy. Zatkało nas i zupełnie nie wiedziałyśmy, co robić. W końcu po telefonie do mamy Wero usłyszałyśmy, że mamy nie wydziwiać, tylko brać taksówkę i przyjeżdżać do nich. Tak tez zrobiłyśmy.
Spędziłyśmy noc u Wero, a ja przekonałam się, jak cudowną osobą jest jej mama. Naprawdę, tak dobrej kobiety dawno nie spotkałam! Nad ranem pożegnałyśmy się i zajechałyśmy taksówką na dworzec. Jeszcze ja kłóciłam się z taksówkarzem, że zawiózł nas naokoło, więc spuścił nam trochę z ceny. Nie ma głupich, nie będę płacić na nabijanie licznika! Lina zakupiła dla nas bilety, które okazały się śmiesznie tanie, ale wszystko się niby zgadzało. Podeszłyśmy na peron, a kobieta, która je sprzedała, przydreptała za nami z przeprosinami, że źle pociąg nabiła i trzeba będzie dopłacić. Miny nam trochę zrzedły, ale kiedy Lina wróciła z dopłatą, śmiać się nam chciało - spodziewałyśmy się dopłaty takiej samej kwoty, a wyszło naprawdę tyle, co nic. Pogadałam trochę z dwoma chłopakami na peronie, którzy później dosiedli się do nas w pociągu. Byli naprawdę zabawnymi towarzyszami podróży, bo ostatecznie okazało się, że wsiedli nie do tego pociągu, co trzeba. XD Fajnie słyszeć, że nie tylko my miałyśmy cyrki w podróży. A ich komentarze na temat "no zatrzyma się ten pociąg? chyba się zatrzymuje... nie, no, on jedzie dalej! może teraz się zatrzyma?" etc. były przezabawne. xD Później dosiadła się do nas dziewczyna, która usiłowała się uczyć. Jednak skończyło się na tym, że patrzyła w swoje notatki, uchem wychwytując to, o czym my rozmawiałyśmy i co chwilę śmiała się pod nosem. Uwielbiam około fandomowe rozmowy przy obcych ludziach. <333
W Poznaniu byłyśmy około 11:00. Tam skoczyłyśmy na kawę do KFC, żeby czterdzieści minut później wsiąść do pociągu, który w końcu miał nas zawieść do domu! Za towarzyszkę podróży miałyśmy jakąś starszą kobietę, a nieco później również nic nie ogarniającego nawalonego faceta, który na szczęście usiadł tylko w rogu przy drzwiach i spał całą drogą. W połowie drogi gościu wysiadł, a na jego miejsce przyszedł mężczyzna, który najpierw chwilę pogadał, a potem utkwił nos w swojej gazecie. Do Szczecina zajechaliśmy około 14:30 z prawie półgodzinnym opóźnieniem, ale najważniejszym było, że w końcu jesteśmy u siebie!
Patrząc na rozpiskę atrakcji mogę stwierdzić, że Chapter 3: Childhood był dość słabym konwentem. Konwencja Dnia Dziecka miała naprawdę fajny potencjał - rozstawiony plac zabaw z elektrycznym bykiem, batutem czy zamkiem dmuchanym był naprawdę ciekawym pomysłem, nawet jeśli nie skorzystałam z tej atrakcji - ale zmarnował się nieco przez bardzo małą liczbę uczestników. Nie powiem jednak, żebym żałowała wyjazdu, bo naprawdę miło spędziłam ten czas. Towarzystwo Wero, Iku, Ignis, Nayru, Lii, Averki i oczywiście Liny było jak najbardziej odpowiednie. Przekonałam się, jak fajną osobą jest Averka, kiedy już się otworzy, oraz znalazłam wspólny język z uroczą Iku. Spędziłam więcej czasu z Lią czy Wero i zrozumiałam, że mama Wero jest naprawdę tak wspaniała, jak mi o niej opowiadano. Szkoda tylko, że nie udało mi się poznać Alexis, bo bardzo na to liczyłam. Zabawnym było się potem dowiedzieć, że spała w tym samym sleepie, co ja, w dodatku leżąc obok mnie. W końcu pokazałam się na powrót w stroju cosplayowym i nawet jeśli nie jestem z niego w pełni zadowolona, cieszę się, że mogłam wystąpić z tak śliczną grupką. Zdecydowanie jestem zadowolona z wyjazdu, chociaż marzy mi się, żeby w końcu pojechać na jakiś większy, porządny i w pełni udany konwent - wierzę, iż KoneCON 3 czy Balcon 2010 okażą się właśnie takie niezapomniane.
skomentuj (1)

2010-04-16 14:00:36
MAGNIFIcon VIII
Znów zbyt wiele nadziei pokładałam w konwencie, który nie odbył się tak, jak powinien. Zapowiadało się naprawdę obiecująco! Dwa urocze, grupowe cosplaye z przygotowanymi fajnymi prezentacjami, udział w karaoke, znajomi. Niemal wszystko zapięte miałam na ostatni guzik! I chyba nikt nie spodziewał się, w jak dziwnym klimacie ów konwent przebiegnie.
Razem z Liną, Shizuką, Hikaru, Niemti, Ano, Princem oraz Giwi i Niną w przedziale obok, wyjeżdżaliśmy dzień wcześniej. Już w czwartek byłam w pełni spakowana i jak na osobę, zabierającą ze sobą dwa kostiumy, czułam się naprawdę na luzie. Dawno nie miałam wszystkiego gotowego w przeddzień wyjazdu. Pociąg mieliśmy w piątek o 6:55. Stawiłam się więc odpowiednio wcześniej po maszynę Liny i razem podjechaliśmy taksówkami na dworzec. Bezproblemowe zakupienie biletów i ulokowanie się w pustym przedziale - jak ja uwielbiam podstawiane pociągi!
Podróż wlokła się i wlokła. Nie dość, że niemal dziesięć godzin planowanej jazdy, to jeszcze półtoragodzinne opóźnienie! Doprawdy, na końcu zaczynało mi już odbijać, za dużo czasu spędzonego w zamkniętym pomieszczeniu, podczas dłużącej się drogi, będąc niewyspaną i wymęczoną. Aczkolwiek na towarzystwo nie mogę narzekać, bo lepszego nie mogłabym sobie chyba wymarzyć.
W Krakowie też nie mogło się obyć bez problemów. Po sprzeczce o drogę (moja wiodła by w dokładnie to samo miejsce, tylko byśmy naokoło nie łazili ==') dotarliśmy na odpowiedni przystanek autobusowy. Tam spotkaliśmy Styxa wraz z paroma innymi osobami i okazało się, że autobusu nie było od przeszło godziny, a miały jechać w tym czasie trzy. Postaliśmy tam z trzydzieści minut, po czym pokaźną grupą przeszliśmy spory kawał drogi na przystanek tramwajowy. Zaczynałam czuć w sobie narastające rozdrażnienie, kiedy z ciężką torbą i maszyną brnęłam pod tę nieszczęsną wiatę. Stanęłam zrezygnowana kawałek od innych i dziękuję Niemti, która jako jedyna podeszła do mnie z serdecznym uśmiechem. Parę minut później władowaliśmy się do tramwaju, z którego nie wiedzieć czemu za pokaźną grupą osób wysiadłam kilka przystanków za wcześnie. Większość wsiadła do kolejnego tramwaju, a ja z kilkoma już osobami zostałam na przystanku. Staliśmy tam jak debile, zastanawiając się, co robić. W końcu nadjechał zaginiony wcześniej autobus, którym podjechaliśmy gdzie trzeba i dołączyliśmy do reszty osób. Wystarczyło jeszcze kawałek przejść i przed godziną 20:00 dotarliśmy na conplace.
Przywitałam się ze znajomymi, którzy też już byli na terenie szkoły. Udało mi się też chwilę porozmawiać z Izzym i Curumo, których niestety nie mogłam na dłużej złapać na poprzednim konwencie. Niespełna godzinę później udało nam się dostać do sleepa, z którego i tak później nas wyrzucili. No okay, chcieli okleić całą salę folią. W tym czasie razem z Liną, Shizuką, Princem, Lią, Averką, Hikaru i Niną wybrałam się do Tesco na upragnione zakupy po podróży. Po powrocie okazało się, że nie możemy wejść do sleepa, mimo że jest gotowy do użytku, bo organizatorzy nie pozwalają. Salę mieliśmy dostać dopiero o 8:00 w sobotę, a w tym czasie wszystkie wcześniej przybyłe osoby miały się ulokować w głównym sleepie na sali gimnastycznej. Jednak parę minut później od kogoś usłyszeliśmy, że możemy nocować tam, gdzie jesteśmy. Ostatecznie wypędzono nas stamtąd, choć łaskawie pozwolono zostawić rzeczy. Wzięliśmy tylko to, co najbardziej potrzebne, i ułożyliśmy się na wielkiej, zimnej sali gimnastycznej.
W okolicach północy grupą z Alicji ćwiczyliśmy naszą prezentację. Szło dość ciężko, co oczywiście miało swoje skutki w denerwowaniu się, przekrzykiwaniu i ogólnym rozgardiaszu. Na domiar złego nie mieliśmy pełnej ekipy, bo część osób miała problemy z dojazdem na conplace. W ogóle głupia jestem, boję się skrzywdzić ludzi, tylko ich dotykając. XD' (ale to już dla wtajemniczonych w prezentację)
Całą noc dygotałam i obudziłam się przemarznięta. Nie tylko ja. Współczuję konwentowiczom, którzy musieli spędzić tam kolejną noc. Po wizycie pod prysznicami odebrałam wejściówkę i identyfikator. O godzinie 9:00 zaczęto wpuszczać uczestników na teren konwentu, więc następne minuty spędziłam na witaniu się ze wszystkimi. Po tym miał być panel Hikaru, na którym nikt się nie zjawił. Przekonałam ją więc, żeby mi w końcu pokazała, jak się zabrać za zrobienie tych nieszczęsnych kocich uszu. Brakowało ich do mojego stroju; Hikaru nawaliła, bo obiecała mi je zrobić, dlatego ja się nimi tak bardzo nie martwiłam wcześniej. Ale i tak skończyło się na tym, że sama się za nie wzięłam. Nie zdążyłam ich jednak skończyć, bo zaczął się robić rozgardiasz konwentowy. Wcześniej Bell wpadła do nas z informacją o katastroficznym wypadku samolotu - ale o tym nie będę już wspominać. W każdym razie zaczęły się różnego typu spekulacje i oznajmienia. Dość szybko się okazało, że atrakcje rozrywkowe nie odbędą się - znowu więc nic nie wyszło z udziału w karaoke; mówiłam, że zawsze dzieję się wszystko, bylebym tylko nie śpiewała. Wciąż nie wiadomo jeszcze było, co z cosplayem, bo jednak to największa atrakcja konwentowa, a ludzie wkładają kupę kasy i czasu na przygotowywanie strojów.
Zahaczyłam kawałek o panel Shappi, na którym mówiła o materiałach, z których fajnie się wykonuje zbroje cosplayowe, a koło południa w wolnej chwili w cosplay roomie świętowaliśmy urodziny Kiry, Averki i później jeszcze Nayru. Zaskoczone miny dziewczyn były po prostu niesamowite! Raz jeszcze wszystkiego dobrego!
O 13:00 na mainie zwołano wszystkich cosplayerów i podjęto wspólną decycję - cosplay odbędzie się, ale bez muzyki i bez świateł. W związku z tym obie moje grupy, zarówno duża z Alicji, jak i skromna z Vesperii, zdecydowały się nie występować. Nie było sensu marnować fajnych prezentacji na suche pokazanie stroju, nie nagradzane nawet oklaskami. Ogólnie z pokazu odpadło około 90 osób, co daje blisko 2/3 zgłoszonych uczestników. Jakieś pół godziny po tym obwieszczeniu dwie osoby z grupy z Alicji opuściły konwent, wracając do domu, a dziesięć minut po tym okazało się, że cosplay jednak odbędzie się w sposób normalny, choć z przyciszoną muzyką. Byliśmy źli, bo ani stroje nie były dopracowane (osobiście rzuciłam te uszy w cholerę), ani tym bardziej prezentacje nie przećwiczone, już nie wspominając o brakach w obsadzie. A byo czego żałować, bo koniec końców, cosplay odbył się jak najbardziej normalnie, na wielkiej, pięknej scenie i przy dających wiele wspaniałych możliwości światłach. Tak się nie robi, jeśli wcześniej cała sala podejmuje jedną decyzję, No comment.
O 15:00 posiedziałam na panelu Chester o zachowaniu scenicznym, a później zapełniałam i tak dość pełną salę przy konkursie "Czyj to Cosplay?". W międzyczasie pogadałam dłużej z Elzeiem, którego również bardzo dawno nie widziałam. Raz jeszcze gorące dzięki za dość niespodziewany i zadziwiający prezent urodzinowy.
Przed cosplayem zaliczyłam kolejną wizytę w Tesco. Na maina wpadłyśmy więc z dziewczynami nieco spóźnione, choć pokaz jeszcze się nie zaczął. Cała sala była tylko masakrycznie zapełniona i panował w niej cholerny zaduch. Na balkon początkowo wchodzić nie pozwalali. Skakałam zatem gdzieś na końcu sali na palcach i zobaczyłam kilka pierwszych prezentacji. A potem sobie darowałam i po prostu wróciłam do sleepa.
Późnym wieczorem grupą z Alicji udaliśmy się do fotostudia, żeby zrobić sobie kilka pamiątkowych fot. Nie ukrywam, że miałam duże opory przed założeniem na siebie stroju. Po rezygnacji z udziału w cosplayu przestałam się martwić o to, czy peruka jest ścięta, czy nie. Uszy nie skończone - nie było sensu farbować, już nie mówiąc o mocowaniu biżuterii. Ale Lina i Arashi w końcu mnie przekonały i dałam się namówić. Dzięki temu poznałam Iku, Ankoku i Olciq, które wyściskały mojego Borisa i były po prostu cudowne i czarujące. Nikt jeszcze tak entuzjastycznie nie doceniał mojego stroju - szczególnie takiego, który nie jest skończony. Ale zdjęć parę będzie, a ja sama zrobię wszystko, żeby do premiery na KoneCONie 3 strój był odpowiedni z stu procentach. Będzie czas, będzie kasa, więc mogę działać!
Dość późno w nocy, bo już o 1:00, miałam z Liną panel o Cosplayerach w Polsce. Frekwencja jak najbardziej dopisywała, a my tak się rozgadałyśmy przy prezentacjach i scenkach, że wyszłyśmy jakieś 10 minut poza nasz czas. Potem był panel Arashi, po którym pomogłam Linie wysprzątać starannie salę, pozostawiając ją w stanie idealnym na dzień kolejny. Prince zostawił niezły syf i ręce mi opadły, jak usłyszałam później jego komentarz "mogłaś mnie zawołać, żebym posprzątał". Nie, przecież to w ogóle nie jest normalne, że należy posprzątać po sobie. No ale okay. Około 3:00 w nocy narobiłyśmy z Liną i po części też Lią wiele szumu w naszym sleepie, ale było zdecydowanie przezabawnie ("czy wy to robicie specjalnie?" xP).
Poranny prysznic z Liną i Shizuką był dość zabawny. Poszłyśmy razem pod natryski, a tam pokaźna kolejka. Siadamy więc posłusznie i czekamy. W końcu jedna z dziewczyn podchodzi do drzwi, za którymi są natryski i puka do pomieszczenia dla niepełnosprawnych, ponaglając myjącą się tam laskę. My trzy patrzymy po sobie zdziwione. Czyli pod łączonymi prysznicami nikogo nie ma? Podnosimy się, kierując razem pod prysznice, a dziewczyny wlepiają w nas zdziwiony wzrok. "Wszystkie trzy na raz?", "no tak, dlaczego nie? my się siebie nie wstydzimy", "ale my nie będziemy uważać, czy ktoś do was wchodzi, czy nie!". Spoko. Umyłyśmy się na spokojnie, a kiedy wyszłyśmy, wszystkie nadal tam siedziały, zazdrośnie się nam przyglądając.
Rano kolejne panele; najpierw o fotografii w plenerze i studio, potem tak połowicznie warsztaty robienia skrzydełek. Jakoś przez przypadek Lina w końcu zauważyła na torbie przypinkę ode mnie, którą nosiła od sobotniego popołudnia. xP Na koniec jeszcze przesunięty panel Shizu o WCSie i koniec, jeśli chodzi o atrakcje konwentowe. Resztę czasu na conplacie spędziliśmy w wysprzątanym do czysta sleep roomie, zajadając absolutnie niesamowite ciasto bananowe - Averka, gratulacje Tobie i mamie, nie pamiętam, kiedy ostatnio jadłam coś tak przepysznego! Później usiedliśmy wszyscy w kółku i graliśmy w łapki; takie pozytywnie spędzone ostatnie chwile z osobami, które lada moment miały się rozjeżdżać do swoich miast.
Kiedy opuszczaliśmy conplace, na dworze dość ostro padało. Nie powiem, żebym była z tego powodu jakoś specjalnie ucieszona. Dotarliśmy na przystanek autobusowy, na którym spędziliśmy niespełna pół godziny. Na dworcu zakupiliśmy bilety i stwierdziliśmy, że wypadałoby zjeść coś ciepłego. Zleciało nam więc około godziny na posilaniu się, a potem kolejne dwie i pół na zamulaniu koło poczekalni, w oczekiwaniu na pociąg. W końcu nadjechał! Podstawiany, żeby było milej. Bez problemu zajęliśmy wolny przedział i byliśmy gotowi do odjazdu.
Podróż powrotna, choć trwająca dziesięć i pół godziny, minęła naprawdę szybko; a to na dyskutowaniu, to na przysypianiu. Odbyłam z Liną dość wartościową dla mnie rozmowę, powkurzałam się dodatkowo na Prince'a i nawet nie zauważyłam, kiedy wjechaliśmy do Szczecina - jakoś się wszyscy w Dąbiu ocknęliśmy, że zaraz pora wysiadać. Potem już tylko pożegnanie na peronie i do domu spać!
Kolejny konwent, po którym wiele oczekiwałam, nie wyszedł tak, jakbym chciała. Przy czym tu wiadomo, jednak siła wyższa. Mimo to nie żałuję, że pojechałam. Spotkałam wielu ludzi, których dawno nie widziałam i z którymi chciałam porozmawiać. Usłyszałam parę fajnych komplementów, które naprawdę motywują mnie do dalszego działania. Poprowadziłam z Liną swój pierwszy panel, z którego naprawdę jestem zadowolona i mam nadzieję, że przy kolejnych będę się już czuła dużo pewniej. Naprawdę szkoda, że cosplay nam nie wypalił, bo w scena była niesamowita, a my wszyscy włożyliśmy dużo roboty w nasze stroje; cóż, nadrobimy przy innej okazji, choć zapewne już nie na tak wymarzonych warunkach. Pozostaje mi tylko wierzyć, że kolejny konwent, na którym się w tym roku zjawię, wypali tak, jak powinien. W końcu do trzech razy sztuka!
skomentuj (3)

Księga
Gości

zobacz
wpisz się


Licznik



Archiwum
2010
lipiec
czerwiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
październik
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień


Linki
Ja
cosplay.com
deviantART

Znajomi
Ano
Berenika
Edyta
Giwi
Judit
Kamlot
Kimiko
Lina
MJ1
MJ2
Onion
Sakura
Shizuka
SQuall

M&A
AnimeLyrics
ACP
AoI
Azunime
Cosplay
DownloadAnime
jpopasia
Konwenty
Manga.pl
OneManga
Tanuki
WTF
XDLOL
XDLOL blog

Sklepy
Dageki
HON`YA
MangAn.
Otaku

Wydawcy
Egmont
J.P.F.
Studio JG
Waneko


Szablon
by: Judit